W związku z tym, że Niuchacz zorganizował cykl mający uświadomić przyszłym (i teraźniejszym) właścicielom psów że te zwierzaki to nie same przyjemności, postanowiłam - jako nowy blogger - napisać o tym w poście. Zapraszam do czytania! :)
1. Kupno i wyprawka - samo kupno Roya (jak niektórzy wiedzą, bez rodowodu - zapraszam do poczytania tutaj) kosztowało nas 1200zł. Zwykle psy rodowodowe (zarejestrowane w ZKwP) kosztują około 2500zł.
Wyprawka składała się z legowiska + klatka (170zł), kilka zabawek (ok. 15zł, bo materiałowa piłka i pluszaki były ze strychu), dwie miski (19zł), karmę dostaliśmy od hodowcy (później kupiona 200zł), obroża (15zł), smycz (20zł).
ŁĄCZNIE: 1639 zł
2. Weterynarz - leczenie babeszjozy (250zł), odrobaczanie pastą (8zł), zachipowanie (40zł), szczepienia (45zł).
ŁĄCZNIE: 343zł
3. Szkolenie - 3 miesiące (700zł), kupno smyczy 8m (25zł), smaczki i różne pyszności (40zł), szelki (15zł).
ŁĄCZNIE: 780zł
4. Inne wydatki - nowe legowisko (20zł), nowe zabawki (10zł), szampon i szczotka (16zł), karma (150zł).
ŁĄCZNIE: 196zł
Było pewnie jeszcze wiele innych wydatków, ale chciałam uwzględnić te najważniejsze. Za wszystko jednorazowo wydaliśmy aż 2912zł! A przez te 7 miesięcy nasz portfel schudł o ok. 3300zł! Przerażające jak na trochę ponad pół roku, ale najgorsze było przyjęcie szczeniaka. :) Mam nadzieję, że nie rozpieszczam go zbytno, bo później trudno się przestawić!
Dziękuję z czytanie, a jeśli macie fan page'e lub blogi dla swoich psiaków, to zachęcam do pisania notek. ;)
Pozdrawiamy
W&R

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz