Wczoraj (w sobotę) Roy zaliczył swój pierwszy spacer z innym psem - z
Defy! Były kłótnie i bordery chciały się pozjadać, ale na koniec w miarę doszły do porozumienia... Czytajcie!
Gdy zajechaliśmy na miejsce, Roy od razu podbiegł do Defy i - tak jak zwykle - bezceremonialnie zażądał zabawy, tuż po obwąchaniu kilku roślin oraz podlaniu ich swoim niezawodnym sposobem. Sunia niby chciała się bawić ale zaraz uciekała z podkulonym ogonem, to to, to tamto... W końcu Roy sobie na chwilę odpuścił, powrócił do obwąchiwania podwórka i znowu to samo! I tak chyba przez ok. 15 minut? Sama nie pamiętam. Gdy Broj był zajęty sobą Defy albo robiła podchody, albo uciekała skradając się - na darmo. :D
Były walki kto pierwszy w kałuży ten z niej pije, coś tam chyba jeszcze... Ale gdy chłopak wyniuchał zakopanego żwacza Defika ta tylko kłapała zębami i go odganiała, no wtedy się zaczęło! Roy się zfiksował, i
zaczął szaleć (ekhm, czytaj: po prostu był niemożliwie nachalny) a Defy szukała schronienia u Sylwii. W końcu zaczął padać deszcz, suni zrobiło się zimno i założono jej ubranko - mój pies nagle się zdziwił, wąchał i wąchał.. I diabełek powrócił.