Trzecie spotkanie tym razem odbyło się u mnie w domu, 03.05.2015r. Powinnam napisać o tym bardzo dawno ale cóż, lenistwo swoje robi. Możecie mnie za to zlinczować. :D
Na początku było... ciut gorzej. Defy weszła na nasze podwórko, Roy akurat czymś zajęty więc nie ma. Nie ma, nie ma... sru! Torpeda przyleciała! Póki ta torpeda Defy nie zauważyła chciała się powitać z rodzicami Sylwii. E, e. Nic z tego. :) Roy zauważył koleżankę kątem oka.
 |
| Rekonstrukcja torpedy. Zdjęcie z innego dnia, ale ćśś... |
|
|
|
Było ,,Roykowe Radosne Powitanie" (po prostu: baw się ze mną w TEJ chwili), obwąchanie... Ale cóż, wrócił scenariusz z pierwszego spotkania - wkurzona Defy, nachalny Roy. Nie obyło się bez stukania zębów, ale spokojnie - nic się nikomu nie dzieje, a ząbki tylko na odstraszenie wędrują w powietrzu. Po prostu dzieci drogie dogadać się nie mogą. ;)
Deficz nie za bardzo lubi nowe miejsca, musi je spokojnie, dokładnie poznać. Z Royem się nie da. Po kilku minutach zamknęłam go w czymś co kiedyś miało być kojcem (pff) by się uspokoił i dał dla koleżanki czas do zapoznania się z nowym miejscem. Roy pisku pisku, Aris który przybył poznać koleżankę (bez powodzenia) pisku pisku i szczeku szczeku, a suńka prawie zadowolona idzie poznawać podwórko.