czwartek, 4 czerwca 2015

Spotkanie z Defy #3

Trzecie spotkanie tym razem odbyło się u mnie w domu, 03.05.2015r. Powinnam napisać o tym bardzo dawno ale cóż, lenistwo swoje robi. Możecie mnie za to zlinczować. :D

Na początku było... ciut gorzej. Defy weszła na nasze podwórko, Roy akurat czymś zajęty więc nie ma. Nie ma, nie ma... sru! Torpeda przyleciała! Póki ta torpeda Defy nie zauważyła chciała się powitać z rodzicami Sylwii. E, e. Nic z tego. :) Roy zauważył koleżankę kątem oka.

Rekonstrukcja torpedy. Zdjęcie z innego dnia, ale ćśś...



Było ,,Roykowe Radosne Powitanie" (po prostu: baw się ze mną w TEJ chwili), obwąchanie... Ale cóż, wrócił scenariusz z pierwszego spotkania - wkurzona Defy, nachalny Roy. Nie obyło się bez stukania zębów, ale spokojnie - nic się nikomu nie dzieje, a ząbki tylko na odstraszenie wędrują w powietrzu. Po prostu dzieci drogie dogadać się nie mogą. ;)
Deficz nie za bardzo lubi nowe miejsca, musi je spokojnie, dokładnie poznać. Z Royem się nie da. Po kilku minutach zamknęłam go w czymś co kiedyś miało być kojcem (pff) by się uspokoił i dał dla koleżanki czas do zapoznania się z nowym miejscem. Roy pisku pisku, Aris który przybył poznać koleżankę (bez powodzenia) pisku pisku i szczeku szczeku, a suńka prawie zadowolona idzie poznawać podwórko.


Roy się trochę uspokoił, więc go wypuściłam. Brak widocznych efektów, no cóż - więc dałyśmy im czas, aż same zaczną się dogadywać. Ząbki dalej latały, póki psiaki się nie zmęczyły. Roy już trochę odpuścił, Defy tak nie kłapała paszczą? Można było zacząć coś robić.

Nie wiem, jak ten pies się tak utrzymywał na tylnych łapach. I jak on tak wygiął kręgosłup. Ogólnie brak komentarza.


Bawiliśmy się wodą, po trochu sztuczkowaliśmy, po trochu ćwiczyliśmy zwracanie uwagi na przewodnika, bawiliśmy się szarpakami, rzucaliśmy frisbee, uczyłyśmy psiaki wspólnej zabawy w przeciąganie/szarpanie. Roy nie umie się szarpać, więc może się czegoś od Defy nauczy. ;) Tak jak uczył się zabawy wodą, tak i tego.

I ta mina...

Tak, psy były maltretowane (zdj. na górze) i non-stop doznawały szoku (zdj. po prawej) - w sumie Deficzowa mina mówi sama za siebie. Jak można tak skakać przez nogę?!


A że Sylwia umie rzucać backhandy (moje dalekie rzuty są kalekie i pies nie odnajduje się w sytuacji), to pobawiłyśmy się trochę. Rzut był dla Defy... Złapał Roy, i to jak! Już od dawna wiem, że przy skoku od razu zwija się w "rogalik" (miał tak od samego początku), ale pierwszy raz widziałam jak to zrobił na takiej wysokości i dystansie. :D Wielkie "WOW!". Gdyby tylko ten pies umiał aportować i dobrze się skupić...
(i tak na razie żadnych porządnych skoków nie ma i nie będzie - zbyt kalekie jest moje rzucanie, i pies nie powinien)


Defy wygrała Roy. Wiesz dlaczego? Bo zamiast się szarpać, po prostu ciągniesz. I to na pewno nie jest genetyczne, bo twoje siostry umiały!

No i jakoś tak minęły te 4h... Nie wiem kiedy, ale minęły. Wszyscy wyszaleni, wymęczeni, zdjęć prawie 700, z czego około 150 się do czegokolwiek nadaje. :) A w tym tygodniu prawdopodobnie kolejne spotkanie, już nie możemy się doczekać!



Tutaj przeczytasz o:
  1. Spotkaniu #1
  2. Spotkaniu #2





 Pozdrawiamy
W&R

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz