Zacznijmy od tego, że przyjechaliśmy lawetą. Kolejne fajne doświadczenie!
A gdy już zajechaliśmy, puściłyśmy z Sylwią psy. Szkoda, że nic nie nagrałam ani nie napstrykałam! Pierwszy raz się tak fajnie bawiły. Szkoda, że nie mogłyśmy pozostać na podwórku dłużej - psy zryłyby ogródek. Także praktycznie od razu poszłyśmy na spacer.
Tu znowu zauważyłam progress - Roy nie zaczepiał co rusz Defy i bardziej niż ją zajmował się węszeniem. Do czasu, gdy psiaki nie wpadły na genialny pomysł zabawy na smyczach! Trochę czasu minęło zanim je trochę uspokoiłyśmy, ale udało się i ruszyłyśmy dalej. Teraz droga mijała już praktycznie bez sprzeczek... Znowu do czasu... ,,Nie spacerujemy już? Bawmy się!". Ale udało się nam trochę poćwiczyć, zrobić zabawy węchowe... I mimo tego, że przywołania leżą, to jestem zadowolona!
Dalszy spacer również był na podobnej łączce, i podobnie to wyglądało. Znowu psiaki zechciały się bawić, i znowu musiałyśmy je trochę uspokoić. Ale! Przećwiczona komenda zostań (...nie zawsze skuteczna) i wyciszanie się u mnie, a ogólne ćwiczenia u bardziej rozgarniętej Defy. :)
Tuż potem Deficz jeszcze "zdobywał góry" z drewna... Jakie było rozczarowanie Roya gdy zobaczył, że ja mu tam nie pozwolę wejść... ;)
Później poszłyśmy już ulicą.Przy okazji minęłyśmy policję, ale nie przyczepiła się bezpodstawnie do braku kagańców jak to czasem bywa... uff!
I był baaardzo fajny i pozytywny socjal - Sylwia nas zabrała na drogę tuż obok końskich pastwisk. Było odrobinkę szczekania i burczenia ze strony Roya (przy okazji musieliśmy uważać na elektrycznego pastucha), ale źle nie było. Później zwierzęta ignorował.
Potem spacer był już spokojny i przyjemny. Zaoraliśmy komuś przez przypadek truskawki, odciągałyśmy psy od chłopaka z piłką... i spotkaliśmy psy bez smyczy. Oczywiście na każdego z tych psów właściciel się wydzierał, bo jak to inaczej. Ale chwilę później zaczął padać grad (z deszczem?) i uciekaliśmy biegiem do domu.
W domu była zagwozdka co zrobią psy, gdy pozostaną razem w jednym pomieszczeniu. Ale w końcu zdecydowano że się spróbuje, i jak coś to się je rozdzieli do innych pokojów. No i je rozdzieliliśmy - sobą.
Dałyśmy psom wody i nagradzałyśmy za spokojne zachowanie i wykonane komendy. Było nieźle, gdyby nie to, że dla Defy gdy Roy ją obwąchuje następuje koniec świata. :) Spięcia były, ale bywało gorzej.
Później nastąpiło polowanie na kleszcze. Przeglądałyśmy psy, podłogę - wszystko co się dało.
A na koniec kupiłam od Sylwii dwa polarowe szarpaki. Świetnie się sprawdzają!
Cały dzień został super spędzony! Psy wymęczone, trochę zsocjalizowane... Nie mogę się doczekać następnego wypadu!
O pierwszym spotkaniu przeczytasz TUTAJ.
| Już w domu... |
Pozdrawiamy
W&R

Świetny spacer! Cieszę się, że policja was nie zaczepiła. A co z tymi kleszczami? Dużo ich było?
OdpowiedzUsuńJeszcze w domu Sylwii było ich kilka na psach i kilka na podłodze - niedużo. Ale przy dokładniejszym obejrzeniu po powrocie ja znalazłam jednego martwego kleszcza a koleżanka... mówi, że nie chcę wiedzieć ile. ;)
UsuńSuper spędziliście czas :D Fajnie że psiaki dobrze się zachowywały i policja Wam nic nie mówiła nt. kagańca :)
OdpowiedzUsuńFajne zdjęcia, kocham border collie i dobrze że lepiej ! :)
OdpowiedzUsuńbibiblogdog.blogspot.com