niedziela, 19 kwietnia 2015

Spotkanie z Defy #2

W sobotę po raz kolejny pojechaliśmy do Deficza, tym razem obie mając pewne pojęcie o tym jak to wszystko będzie wyglądać... Ale było lepiej, niż się spodziewałam! ;)




Zacznijmy od tego, że przyjechaliśmy lawetą. Kolejne fajne doświadczenie!
A gdy już zajechaliśmy, puściłyśmy z Sylwią psy. Szkoda, że nic nie nagrałam ani nie napstrykałam! Pierwszy raz się tak fajnie bawiły. Szkoda, że nie mogłyśmy pozostać na podwórku dłużej - psy zryłyby ogródek. Także praktycznie od razu poszłyśmy na spacer.



Tu znowu zauważyłam progress - Roy nie zaczepiał co rusz Defy i bardziej niż ją zajmował się węszeniem. Do czasu, gdy psiaki nie wpadły na genialny pomysł zabawy na smyczach! Trochę czasu minęło zanim je trochę uspokoiłyśmy, ale udało się i ruszyłyśmy dalej. Teraz droga mijała już praktycznie bez sprzeczek... Znowu do czasu... ,,Nie spacerujemy już? Bawmy się!". Ale udało się nam trochę poćwiczyć, zrobić zabawy węchowe... I mimo tego, że przywołania leżą, to jestem zadowolona!




Dalszy spacer również był na podobnej łączce, i podobnie to wyglądało. Znowu psiaki zechciały się bawić, i znowu musiałyśmy je trochę uspokoić. Ale! Przećwiczona komenda zostań (...nie zawsze skuteczna) i wyciszanie się u mnie, a ogólne ćwiczenia u bardziej rozgarniętej Defy. :)

Tuż potem Deficz jeszcze "zdobywał góry" z drewna... Jakie było rozczarowanie Roya gdy zobaczył, że ja mu tam nie pozwolę wejść... ;)




Później poszłyśmy już ulicą.Przy okazji minęłyśmy policję, ale nie przyczepiła się bezpodstawnie do braku kagańców jak to czasem bywa... uff!
I był baaardzo fajny i pozytywny socjal - Sylwia nas zabrała na drogę tuż obok końskich pastwisk. Było odrobinkę szczekania i burczenia ze strony Roya (przy okazji musieliśmy uważać na elektrycznego pastucha), ale źle nie było. Później zwierzęta ignorował.

Potem spacer był już spokojny i przyjemny. Zaoraliśmy komuś przez przypadek truskawki, odciągałyśmy psy od chłopaka z piłką... i spotkaliśmy psy bez smyczy. Oczywiście na każdego z tych psów właściciel się wydzierał, bo jak to inaczej. Ale chwilę później zaczął padać grad (z deszczem?) i uciekaliśmy biegiem do domu.




W domu była zagwozdka co zrobią psy, gdy pozostaną razem w jednym pomieszczeniu. Ale w końcu zdecydowano że się spróbuje, i jak coś to się je rozdzieli do innych pokojów. No i je rozdzieliliśmy - sobą.
Dałyśmy psom wody i nagradzałyśmy za spokojne zachowanie i wykonane komendy. Było nieźle, gdyby nie to, że dla Defy gdy Roy ją obwąchuje następuje koniec świata. :) Spięcia były, ale bywało gorzej.
Później nastąpiło polowanie na kleszcze. Przeglądałyśmy psy, podłogę - wszystko co się dało.
A na koniec kupiłam od Sylwii dwa polarowe szarpaki. Świetnie się sprawdzają!


Cały dzień został super spędzony! Psy wymęczone, trochę zsocjalizowane... Nie mogę się doczekać następnego wypadu!

O pierwszym spotkaniu przeczytasz TUTAJ.

Już w domu...
 Pozdrawiamy
W&R

4 komentarze:

  1. Świetny spacer! Cieszę się, że policja was nie zaczepiła. A co z tymi kleszczami? Dużo ich było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze w domu Sylwii było ich kilka na psach i kilka na podłodze - niedużo. Ale przy dokładniejszym obejrzeniu po powrocie ja znalazłam jednego martwego kleszcza a koleżanka... mówi, że nie chcę wiedzieć ile. ;)

      Usuń
  2. Super spędziliście czas :D Fajnie że psiaki dobrze się zachowywały i policja Wam nic nie mówiła nt. kagańca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne zdjęcia, kocham border collie i dobrze że lepiej ! :)
    bibiblogdog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń