Gdy zajechaliśmy na miejsce, Roy od razu podbiegł do Defy i - tak jak zwykle - bezceremonialnie zażądał zabawy, tuż po obwąchaniu kilku roślin oraz podlaniu ich swoim niezawodnym sposobem. Sunia niby chciała się bawić ale zaraz uciekała z podkulonym ogonem, to to, to tamto... W końcu Roy sobie na chwilę odpuścił, powrócił do obwąchiwania podwórka i znowu to samo! I tak chyba przez ok. 15 minut? Sama nie pamiętam. Gdy Broj był zajęty sobą Defy albo robiła podchody, albo uciekała skradając się - na darmo. :D
Były walki kto pierwszy w kałuży ten z niej pije, coś tam chyba jeszcze... Ale gdy chłopak wyniuchał zakopanego żwacza Defika ta tylko kłapała zębami i go odganiała, no wtedy się zaczęło! Roy się zfiksował, i
Stwierdziłyśmy w końcu, że wyjdziemy z psami na spacer, ale Roy jak to Roy, byle szybciej byle na skróty do najbliższego szczekacza z sąsiednich podwórek. Na szczęście to nie trwało długo - psy zaczęły niuchać, zajmować się sobą... Tylko był jeden wielki koszmar: plączące się smycze! To ja przechodziłam dołem, to Sylwia górą, albo na odwrót. I tak przez piękne kilka godzin. Ale nie przeszkadzało nam to jakoś bardzo, chyba najbardziej na początku i na końcu.
Ale kim byłby Roy, gdyby nie chciało mu się pozaczepiać Defy, może poskakać przez nią, poszczerzyć ząbki do zabawy? Otóż to, znowu powrócił kochający wszystko i wszystkich pies. :) Tak więc musiałyśmy chodzić tak, by chłopak był z przodu a dziewczyna z tyłu, ewentualnie chodzili równolegle. Takie ogarnięte szczeniaki mamy, że nawet nie umieją się zdecydować czy się lubią.
![]() |
| ,,Co się gapisz?!" |
![]() |
| Pogoń! |
![]() | ||
| ,,I co, dalej myślisz że dam ci święty spokój?" :) |
![]() |
| Wooow, leci gęś! *ogarnięte bordery* |
Pochodziliśmy po błocie, zdobywaliśmy górki, gapiliśmy się na gęś (?) powracającą na wiosnę, śledziliśmy koguta, uciekaliśmy przed straszną koparką, próbowaliśmy powiedzieć psom ,,Nie przechodź pomiędzy słupem a murkiem", zrzucaliśmy kleszcze, przechodziliśmy przez ruchliwą ulicę, robiliśmy slalomy pomiędzy drzewami (a raczej ja), rozplątywałyśmy z Sylwią smycze i gadałyśmy o tym, jakiego to bordera chciałyśmy i nie chciałyśmy mieć. Może to nie było twórcze i tak ciekawe, ale spacer był naprawdę super!
![]() | |||
| Wspólne wąchanie łączy! <3 |
![]() |
| Zaraz przechodzimy przez ulicę... |
![]() |
| Roy zaraz zaczepi Defy część 50 :) |
![]() |
| Chociaż raz wyglądają jakby się lubili! |
Gdy już wróciliśmy cali ubłoceni, zmęczeni i szczęśliwi, to pod koniec spotkało nas coś naprawdę niesamowitego jak na to, że przez te kilka godzin psy nie mogły znaleźć wspólnego języka. Defy bawiła się z Royem! Już nie chowała się w krzaczkach gdy mój wariat przypominał torpedę. I trwało to do czasu, gdy nie przyjechał mój tata... Szkoda, że czas minął tak szybko. Ale mam nadzieję, że niedługo znowu wybierzemy się na wspólny spacer! ;)
Pozdrawiam
W&R








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz