niedziela, 8 marca 2015

Spotkanie z Defy

Wczoraj (w sobotę) Roy zaliczył swój pierwszy spacer z innym psem - z Defy! Były kłótnie i bordery chciały się pozjadać, ale na koniec w miarę doszły do porozumienia... Czytajcie!


Gdy zajechaliśmy na miejsce, Roy od razu podbiegł do Defy i - tak jak zwykle - bezceremonialnie zażądał zabawy, tuż po obwąchaniu kilku roślin oraz podlaniu ich swoim niezawodnym sposobem. Sunia niby chciała się bawić ale zaraz uciekała z podkulonym ogonem, to to, to tamto... W końcu Roy sobie na chwilę odpuścił, powrócił do obwąchiwania podwórka i znowu to samo! I tak chyba przez ok. 15 minut? Sama nie pamiętam. Gdy Broj był zajęty sobą Defy albo robiła podchody, albo uciekała skradając się - na darmo. :D
Były walki kto pierwszy w kałuży ten z niej pije, coś tam chyba jeszcze... Ale gdy chłopak wyniuchał zakopanego żwacza Defika ta tylko kłapała zębami i go odganiała, no wtedy się zaczęło! Roy się zfiksował, i zaczął szaleć (ekhm, czytaj: po prostu był niemożliwie nachalny) a Defy szukała schronienia u Sylwii. W końcu zaczął padać deszcz, suni zrobiło się zimno i założono jej ubranko - mój pies nagle się zdziwił, wąchał i wąchał.. I diabełek powrócił.


Stwierdziłyśmy w końcu, że wyjdziemy z psami na spacer, ale Roy jak to Roy, byle szybciej byle na skróty do najbliższego szczekacza z sąsiednich podwórek. Na szczęście to nie trwało długo - psy zaczęły niuchać, zajmować się sobą... Tylko był jeden wielki koszmar: plączące się smycze! To ja przechodziłam dołem, to Sylwia górą, albo na odwrót. I tak przez piękne kilka godzin. Ale nie przeszkadzało nam to jakoś bardzo, chyba najbardziej na początku i na końcu.
Ale kim byłby Roy, gdyby nie chciało mu się pozaczepiać Defy, może poskakać przez nią, poszczerzyć ząbki do zabawy? Otóż to, znowu powrócił kochający wszystko i wszystkich pies. :) Tak więc musiałyśmy chodzić tak, by chłopak był z przodu a dziewczyna z tyłu, ewentualnie chodzili równolegle. Takie ogarnięte szczeniaki mamy, że nawet nie umieją się zdecydować czy się lubią.

,,Co się gapisz?!"
Pogoń!
,,I co, dalej myślisz że dam ci święty spokój?" :)

Wooow, leci gęś! *ogarnięte bordery*

Pochodziliśmy po błocie, zdobywaliśmy górki, gapiliśmy się na gęś (?) powracającą na wiosnę, śledziliśmy koguta, uciekaliśmy przed straszną koparką, próbowaliśmy powiedzieć psom ,,Nie przechodź pomiędzy słupem a murkiem", zrzucaliśmy kleszcze, przechodziliśmy przez ruchliwą ulicę, robiliśmy slalomy pomiędzy drzewami (a raczej ja), rozplątywałyśmy z Sylwią smycze i gadałyśmy o tym, jakiego to bordera chciałyśmy i nie chciałyśmy mieć. Może to nie było twórcze i tak ciekawe, ale spacer był naprawdę super!

Wspólne wąchanie łączy! <3


Zaraz przechodzimy przez ulicę...
Roy zaraz zaczepi Defy część 50 :)
Chociaż raz wyglądają jakby się lubili!

Gdy już wróciliśmy cali ubłoceni, zmęczeni i szczęśliwi, to pod koniec spotkało nas coś naprawdę niesamowitego jak na to, że przez te kilka godzin psy nie mogły znaleźć wspólnego języka. Defy bawiła się z Royem! Już nie chowała się w krzaczkach gdy mój wariat przypominał torpedę. I trwało to do czasu, gdy nie przyjechał mój tata... Szkoda, że czas minął tak szybko. Ale mam nadzieję, że niedługo znowu wybierzemy się na wspólny spacer! ;)

Pozdrawiam
W&R

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz